Nie ma tu prawie żadnych wzniesień, co sprawia, że wyspa jest przyjazna dla rowerzystów. Drogi rowerowe są dobre, a odległości krótkie. Jest to szybki, łatwy i ekologiczny sposób na poznanie Gotlandii. Samochodu. Możesz to zrobić na lotnisku, w porcie Visby lub na wielu stacjach benzynowych.
Od początku tygodnia echem na całym świecie odbijają się wycieki gazu na Morzu Bałtyckim. Jak się okazuje, szwedzka straż przybrzeżna stwierdziła czwarty już wyciek w uszkodzonych
Dobrze zachowany układ przestrzenny miasta z szerokimi ulicami i monumentalną barokową architekturą sprawiły, że Karlskrona została w 1998 roku wpisana na Listę światowego dziedzictwa UNESCO. Miasto można spokojnie zwiedzić na piechotę w jeden dzień, można też wypożyczyć rowery. Karlskrona ma w zanadrzu atrakcje dla każdego
Przebudowa drogi gminnej Nr 600464k w miejscowości Michałowice” na ul. Warszawka. Przebudowa drogi gminnej nr 600464K w km 0+800 - 1+650 w miejscowości Michałowice, Gmina Michałowice. Realizowane projekty. Aktualne. Wyposażenie świetlicy wiejskiej w miejscowości Masłomiąca ; Bezpieczna Gmina Michałowice . Przekazanie wyposażenia
Gotska Sandön to szwedzka wyspa na Morzu Bałtyckim. Jest ona położona ok. 38 km na północ od Fårö. Administracyjnie stanowi część prowincji Gotland. Jest długa na 9 km, a w najszerszym miejscu osiąga 6 km. Jej powierzchnia wynosi 36 km kwadratowych.
wyspa na Bałtyku ★★★ FLĄDRA: ryba z Bałtyku ★★★ FLĄDRY: ryby z Bałtyku ★★★ MEDUZY: galaretowate w Bałtyku ★★★ ESTONIA: prom - zatonął na Bałtyku w 1994 ★★★ GORGONY: 3 potworne istoty Steno, Euryale i Meduza ★★★ emilla25: OLANDIA: duża szwedzka wyspa na Bałtyku ★★★ PARSĘTA: uchodzi do
Fakty i informacje praktyczne. Język: English Svenska. Grönskär to szwedzka wyspa i stacja latarniowa położona w południowej archipelagu w Sztokholmie, na wschód od Sandhamn. Wyspa jest skalista, a natura rzadka. Zielanka znalazła się na wyspie. Cała wyspa jest własnością Szwedzkiej Fundacji "Skärgårdsstiftelsen". Od 1964 roku.
Szwedzka marynarka wojenna dostrzegła rosyjski okręt podwodny u wybrzeży Gotlandii. To kolejna sytuacja, w której rosyjskie jednostki pojawiają się na Bałtyku. Szwedzcy dowódcy zaznaczają
Zaliczają się do nich m.in.: – Sztokholm: w stolicy kraju można zobaczyć m.in. Pałac Królewski, luterańską katedrę św. Mikołaja liczącą ok. 700 lat, Dom Rycerstwa i Szlachty, Stadshuset (ratusz będący jednym z symboli Szwecji), Muzeum Okrętu „Vasa”, skansen i ogród zoologiczny ulokowane na wyspie Djurgården, liczne muzea
Ulisses ( ang. Ulysses) – powieść autorstwa Jamesa Joyce’a. Najpierw publikowana w latach 1918–1920 w odcinkach w amerykańskiej gazecie „The Little Review”, następnie wydana w całości w Paryżu przez Sylvię Beach 2 lutego 1922 roku [1] . Treścią powieści jest wędrówka po Dublinie głównego bohatera, Leopolda Blooma
ZCrYCZ. Lista słów najlepiej pasujących do określenia "szwedzka wyspa na Bałtyku":MORZEOLANDIAGOTLANDIAUZNAMWOLINRUGIAZATOKASAGAMANJANHORNZALEWŁEBABERGMANKORONACAPRIITAKAKRETAIBIZAJAWA
27 października 2016, 10:30 Bezpieczeństwo ANALIZA Justyna Gotkowska, Piotr Szymański Ośrodek Studiów Wschodnich Szwecja i Finlandia są coraz bardziej zaniepokojone kwestią obrony swoich bałtyckich wysp – Gotlandii i Wysp Alandzkich – przeciwko którym Rosja mogłaby prowadzić ofensywne działania w przypadku regionalnego kryzysu lub konfliktu. W połowie września Szwecja podjęła decyzję o wcześniejszym niż planowano rozmieszczeniu na stałe kompanii zmechanizowanej szwedzkich wojsk lądowych na Gotlandii. Ponadto szwedzcy wojskowi oficjalnie sprzeciwili się wykorzystaniu gotlandzkiego portu Slite do budowy gazociągu Nord Stream 2 w związku z obawami o bezpieczeństwo wyspy. Slite. Fot. Wikimedia Commons W Finlandii z kolei rozgorzała debata na temat obrony Wysp Alandzkich, po tym jak fiński minister obrony zaproponował w połowie października dyskusję nad tym, czy wyspy mają pozostawać strefą zdemilitaryzowaną. O ile można się spodziewać dalszego wzmacniania potencjału obronnego Gotlandii przez Szwecję, o tyle w przypadku Wysp Alandzkich najbardziej prawdopodobne jest dążenie Finlandii do pogłębiania operacyjnej współpracy fińskich i szwedzkich sił zbrojnych bez formalnej zmiany statusu archipelagu. Gotlandia – strategiczna wyspa dla bezpieczeństwa regionu Morza Bałtyckiego Gotlandia ma duże znaczenie strategiczne w basenie Morza Bałtyckiego. Szwecja obawia się, że w przypadku kryzysu lub konfliktu z NATO wyspa zostałaby zajęta przez Rosję. Szwedzcy analitycy wskazują na dwa scenariusze. W pierwszym Moskwa chcąc zademonstrować NATO, że państwa bałtyckie są nie do obrony, zajmuje Gotlandię i rozmieszcza na niej systemy obrony powietrznej dalekiego zasięgu i obrony wybrzeża, uzyskując regionalną przewagę nad siłami NATO w powietrzu i na morzu. Obawy wynikają tu z kalkulacji, że zajęcie Gotlandii nie skutkowałoby uruchomieniem art. 5 Traktatu Waszyngtońskiego, gdyż Szwecja nie jest członkiem NATO. W tym scenariuszu Rosja poprzez agresję na wyspę zwiększyłaby presję polityczną i wojskową na Sojusz bez decyzji o bezpośrednim ataku zbrojnym na państwa bałtyckie. Drugi scenariusz dotyczy sytuacji, gdy Rosja decyduje się na wywołanie regionalnego konfliktu z NATO. W tym ujęciu bezpośredni atak zbrojny np. na państwa bałtyckie poprzedzony byłby zajęciem Gotlandii oraz atakiem na infrastrukturę wojskową w Szwecji, aby uniemożliwić jej wykorzystanie przez państwa NATO. W Szwecji już od kilku lat toczy się dyskusja o konieczności wzmocnienia obrony Gotlandii. Na silnie zmilitaryzowanej niegdyś wyspie w ostatniej dekadzie szwedzkie siły zbrojne utrzymywały nikłą obecność wojskową (batalion obrony terytorialnej, zmagazynowane 14 czołgów Leopard w szwedzkiej wersji 2A5 bez załogi). Stan ten był konsekwencją redefinicji wyzwań i zagrożeń oraz zadań szwedzkich sił zbrojnych. Od końca lat 90. szwedzka armia miała prowadzić operacje zarządzania kryzysowego na całym świecie, a kolejne rządy oceniały, że nie ma konwencjonalnego zagrożenia militarnego dla bezpieczeństwa Szwecji ze strony Rosji. W 2015 roku przyjęto nową szwedzką strategię polityki obronnej i rozwoju sił zbrojnych na lata 2016–2020, która wprowadza w stosunku do Gotlandii zasadnicze zmiany. Zakłada ona rozmieszczenie na Gotlandii od 2018 roku grupy bojowej składającej się ze stacjonujących na wyspie dwóch kompanii (zmechanizowanej i pancernej) oraz kompanii piechoty, która w razie potrzeby miałaby być szybko przetransportowana na wyspę. Zakłada też wzrost liczby ćwiczeń wszystkich rodzajów sił zbrojnych na wyspie i wokół niej, w szczególności jednostek obrony powietrznej. We wrześniu br. dowódca szwedzkiej armii, Micael Bydén, postanowił jednak – za zgodą resortu obrony – o wcześniejszym rozmieszczeniu na wyspie kompanii zmechanizowanej (ok. 150 żołnierzy), uzasadniając decyzję stale pogarszającą się sytuacją bezpieczeństwa w regionie Morza Bałtyckiego. W październiku z kolei wypowiedział się przeciwko wykorzystaniu szwedzkiego portu Slite na Gotlandii do budowy Nord Stream 2 przez rosyjski Gazprom, uznając, że pod przykrywką aktywności związanych z układaniem gazociągu Rosja może przygotować działania dywersyjne na wyspie. Negatywne zdanie szefa obrony nie musi się jednak przełożyć na decyzję lokalnej administracji na wyspie, gdyż magazynowanie rur do budowy gazociągu mogłoby się wiązać z lukratywnymi kontraktami. Więcej: Ośrodek Studiów Wschodnich
Jest wiele miejsc, które warto zobaczyć na rowerze. Nie tylko dlatego, że widzimy znacznie więcej i mamy wrażenie, że rzeczywiście gdzieś byliśmy zamiast dotrzeć tylko z punktu A do B jak paczka kurierska, ale też dlatego że jest to aktywny i tani sposób podróżowania. Od czego zacząć? Wyprawa rowerowa wokół Bałtyku może być jednym z lepszych pomysłów na pierwszą wyprawę. Dlaczego? Wszystkiego dowiecie się poniżej 😊 Samolotem z rowerem Naszą podróż zaczęliśmy w Poznaniu na lotnisku. Objechanie całego Bałtyku to ponad 8 tys. km. Z racji ograniczonych urlopów postanowiliśmy nieco okroić tę trasę z założeniem, że brakujące odcinki dokręcimy kiedy indziej. Pomysł był zatem taki, żeby szybko dostać się do Szwecji, potem na wyspy Alandzkie, do Finlandii, a potem przez Estonię, Łotwę i Litwę do Ełku na pociąg powrotny. Tym samym zaczęliśmy od transportu rowerów samolotem. Czy to jest trudne? Zależy czy macie jakieś doświadczenia z zapakowanymi rowerami. Generalnie najprostszym i najtańszym sposobem jest obdzwonić lokalne sklepy rowerowe, znaleźć karton z odzysku i zacząć pakowanie (sakwy wrzuciliśmy w osobny duży karton jako płatny bagaż rejestrowany). Warto zobaczyć na youtubie jak się pakuje rower, tak żeby go nie uszkodzić. Na lotnisku karton z waszym rowerem będzie rzucany, przewracany i wywalany z luku bagażowego samolotu na płytę lotniska z wysokości kilku metrów. Jest to więc duże ryzyko, ale zazwyczaj się udaje 😛 Warto też naprawdę dokładnie zabezpieczyć rower i nie upychać nic na siłę. W czasie lotu wszystko będzie poddawane ekstremalnym drganiom, w związku z tym stykające się metalowe elementy mogą się bardzo mocno obetrzeć. Koniecznie też trzeba spuścić powietrze z kół do minimalnego poziomu, żeby w czasie lotu dętki nie eksplodowały! Po wylądowaniu zabraliśmy się za rozpakowywanie, a po jakichś 2 godzinach byliśmy gotowi (kartony zostawiliśmy na lotnisku). fot. Kacper Górka Szwecja na rowerze 😍 Jedziemy! Pierwszym etapem było dostanie się z lotniska w Nykoping do położonego 100 km. dalej Sztokholmu. Jako, że wylądowaliśmy dosyć późno, to zaraz po wyjechaniu z miasta zaczęliśmy szukać noclegu na dziko. To jest jedna z najlepszych rzeczy w jeżdżeniu rowerem po Skandynawii! Możliwość biwakowania na łonie natury. Żeby było jasne nie jestem jakimś fanatykiem tego rozwiązania, bo czasem warto wziąć ciepły prysznic 😀 Jeżeli jednak jest ciepło, a w pobliżu jest morze albo jezioro, w którym można się wykąpać, to jest to naprawdę super sprawa. O tym, że znacznie obniża koszty podróży, nie muszę nawet wspominać. Gdybym miał wskazać europejski kraj, w którym najlepiej jeździło mi się na rowerze, to byłaby to Szwecja. Kultura jazdy jest po prostu niesamowita. Nie ma agresji, pośpiechu, przeciskania się samochodem koło rowerzysty na grubość gazety. Jest za to dużo uśmiechu i życzliwości. To co mnie jeszcze zaskoczyło, to fakt, że na drodze po wybrzeżu było naprawdę pusto. Bałtyk kojarzył mi się przeważnie z Mielnem i zatłoczonymi kurortami, a tutaj nagle pusto. W odróżnieniu od Polski wybrzeże mimo małych przewyższeń, jest też dużo bardziej pofałdowane. Niby to takie mini górki, ale na dłuższym dystansie i tak można się trochę zmęczyć. Sztokholm i muzeum Wazy W Sztokholmie nie próbowaliśmy spać na dziko, tylko znaleźliśmy sobie bardzo fajny kemping Bredang. Nie dość, że położony był blisko centrum, to jeszcze nad jednym z wielu zbiorników wodnych z dostępem do plaży. Sztokholm generalnie położony jest na niezliczonej liczbie wysepek, więc gdzie się nie obejrzeć pływają jachty, promy i jest mnóstwo mostów. Prawdziwy raj dla miłośników wody i żeglarstwa 😊 W samym Sztokholmie, poza ciekawą architekturą zobaczyliśmy też okręt Waza, który zatonął w 1628 roku w samym centrum miasta zaraz po zwodowaniu. Jednak dzięki zimnym wodom i mułowi przeleżał wiele lat i w ubiegłym wieku został wydobyty w świetnym stanie. Pół dnia na zwiedzenie Sztokholmu to zdecydowanie za mało i warto wybrać się tam na dłużej. fot. Kacper Górka Wyspy Alandzkie rowerem! Jest coś tajemniczego w wyspach położonych na środku Bałtyku, daleko od wszystkiego. To trochę jak głęboki las, w którym nie ma zasięgu. Niby nic specjalnego, ale jest w tym coś intrygującego 😉 Czy wyspy Alandzkie takie są? Na pewno nie jest to samotna wyspa z zamkiem na środku (aczkolwiek zamek tam jest..), która przypomina twierdzę pośród wzburzonych wód oceanu. Archipelag wysp Alandzkich składa się z tysięcy małych wysepek. Promy na wyspy Alandzkie kursują regularnie, gdyż jest to chętnie wybierana forma rozrywki wśród Szwedów. Wielu z nich nie płynie nawet po to, żeby dopłynąć, ale żeby przeżyć na statku ze strefą wolnocłową dwa upojne dni 🙃 Promem płynęliśmy kilkanaście godzin, co wystarczyło, żeby wyspać się w wygodnych kajutach, wziąć prysznic i skorzystać ze szwedzkiego bufetu o poranku. Postanowiliśmy, że spróbujemy objechać wyspy dookoła i wsiąść następnego dnia na prom do Finlandii. Największym miastem na Alandach jest Marienhamn (11 tys. mieszkańców). Ceny są dosyć wysokie, chociaż co ciekawe, paliwo aż tak drogie (jak np. we Włoszech) nie było. Wyspy należą oficjalnie do Finlandii, jednak mają sporą autonomię i własne tablice rejestracyjne. Wbrew pozorom drogi nie były aż takie puste jak mogłoby się wydawać. Krajobraz był pofałdowany i typowo skandynawski z dużą ilością czerwonych domków i nagich skał. Było wietrznie, ale klimat na Alandach okazał się być dosyć łagodny. Alandy to również raj dla wędkarzy. fot. Kacper Górka Po zjechaniu z głównej drogi dotarliśmy do promu, który miał nas zabrać na kolejną wyspę, oczywiście już odpłynął.. Pozostało nam rozbić namioty, wyciągnąć kuchenki i otworzyć lokalne piwko… Rozbijanie obozu gdzie popadnie jest naprawdę jedną z najlepszych rzeczy w jeżdżeniu rowerem nad Bałtykiem, zwłaszcza, gdy można się rozbić na rozgrzanej słońcem skale 😊 fot. Kacper Górka Po zrobieniu ponad stu kilometrów na Alandach, obowiązkowej wizycie na poczcie i pogadaniu z kilkoma miejscowymi, wsiedliśmy na kolejny prom, tym razem w stronę Finlandii. Finlandia na rowerze Dopłynęliśmy do Turku i standardowo ruszyliśmy, żeby poszukać noclegu za miastem. Może to złudne wrażenie, ale Finowie od samego początku wydali mi się odrobinę gburowaci. W każdym razie, o ile w Szwecji i na Alandach mimo upalnego lata wieczorami było chłodnawo, o tyle w Finalndii zrobiło się już naprawdę ciepło. W Helsinkach było ponad 30 stopni w słońcu! Trasa do Helsinek nie była zbyt ciekawa, natomiast sama stolica już zdecydowanie tak. Helsinki są również bardzo przyjazne rowerzystom, i podobnie jak w Sztokholmie jest tam wiele jachtów i portów. Wypatrzyłem nawet biurowce z przystanią dla motorówek, którymi pracownicy dopływają do pracy 😊 Tutaj czasu na zwiedzanie mieliśmy bardzo mało, dlatego objechaliśmy miasto, zobaczyliśmy rzeźbę sikającego golasa i pomknęliśmy na prom do Tallina. fot. Kacper Górka Talinn – idealne miejsce dla romantycznego imprezowicza W Tallinie czekała nas wizyta u znajomego i jego dziewczyny, którzy jako lokalni patrioci postanowili pokazać nam Tallinn od najlepszej strony. W stolicy Estonii zdecydowanie widać już było wpływ komuny. Na przedmieściach rozległe osiedla bloków, szerokie i dziurawe drogi, które nie robiły najlepszego wrażenia. Jednak średniowieczne centrum jest naprawdę niesamowite! Położone na wzgórzu, z widokiem na port, wąskimi i urokliwymi uliczkami… Poza tym panuje w nim jakaś taka przyjemna atmosfera, idealna do nocnego życia. Z jednej strony jest wiele knajpek i turystów, ale z drugiej nie ma śmieci, pijanych sebiksów i ludzi, którzy przyjechali, żeby zrobić demolkę, tak jak to się niestety zdarza, np. w Poznaniu 🙈 Dlatego jeśli chcecie wyskoczyć gdzieś na weekend to Tallinn jest jak najbardziej godzien uwagi. Po dokładnym poznaniu miasta i dwudniowej przerwie ruszyliśmy dalej na południe. Niestety zrobiło się trochę płasko i nudno, ale za to nie padało. Na szczęście na koniec dnia dotarliśmy na piękną dziką plażę zaraz za Parnawą, gdzie rozbiliśmy namioty. Kolejnego dnia podążaliśmy wzdłuż wybrzeża i wjechaliśmy na Łotwę. Trasa rowerowa R10, zwana też Eurovelo 10 jest na tym odcinku dosyć kiepska, gdyż prowadzi drogą krajową. Po całym dniu w strugach deszczu, uciekając przed burzą dotarliśmy na kemping Klintis. Jest on genialnie położony w lesie zaraz przy plaży. Podobnie jak kemping w Sztokholmie, tak i ten mogę z czystym sumieniem polecić. Litewska wieś i demoludy Im bliżej Polski tym robiło się mniej skandynawsko, a bardziej demoludowo. Drogi nadal były dobre (w większości nowe, gładkie i szersze niż w Polsce), ale widać było też coraz więcej bloków i tego typu budownictwa. Na Litwie ceny zrobiły się na tyle niskie, że mój kumpel zaszalał i kupił doskonałą wodę o nazwie Vytautas. Być może kojarzycie jej reklamy z Youtube’a (trochę podobne do reklam Old Spice’a :D). Jeżeli lubicie posoloną kranówkę z posmakiem rur, to przypadnie wam do gustu.. Z każdym kolejnym kilometrem krajobraz robił się coraz bardziej pofałdowany, w końcu zbliżaliśmy się do Mazur. Na Litwie poza kolejnym noclegiem na dziko nad jakimś jeziorkiem, zatrzymaliśmy się także, ze względu na moje problemy zdrowotne na dwa noclegi na kempingu Kurtuvenai. Jak się okazało kemping był bardzo przyjazny, a sanitariaty i kuchnia mieściły się w fajnie odrestaurowanej drewnianej chacie. Jak to na kempingu, poznaliśmy pozytywnie zakręconych ludzi, w tym małżeństwo z Finlandii, które nagrywało filmiki z drona. fot. Kacper Górka Polskie Tiry i siup do Ełku Do Polski wjechaliśmy przez jakieś małe i niestrzeżone przejście graniczne. Zjedliśmy schabowego z surówką i ruszyliśmy drogą wojewódzką w stronę Ełku. Nie chcę być malkontentem, jednak to co się tam wyprawiało przechodziło ludzkie pojęcie. Niekończący się sznur tirów, który spychał nas do rowu był naprawdę stresujący. Moim zdaniem wynika to nie tylko z gorszych niż na Litwie i w pozostałych krajach dróg, ale chyba też z jakiegoś chorego pędu i niechęci do wciśnięcia hamulca i spokojnego wyprzedzenia rowerzysty. Mam jednak nadzieję, że kiedyś i u nas drogi staną się bezpieczne dla rowerzystów. Po najdłuższym, 185 km etapie dotarliśmy wieczorem do Ełku. Chcieliśmy zdążyć na pociąg, ale jak się pewnie domyślacie.. nic z tego nie wyszło. Podsumowanie Pomijając niezbyt fajne doświadczenia z ostatniego dnia, wyprawa rowerowa wokół Bałtyku była naprawdę udana! Skandynawia, Alandy, wizyta w Tallinie i przepiękny Bałtyk były naprawdę super. Przejechaliśmy 1400 km w 12 dni i zobaczyliśmy 4 stolice. Mimo sporego dystansu jest to tak naprawdę trasa dla każdego. Nie ma tu morderczych podjazdów, ani ponad 40 stopniowych upałów. Bliskość morza sprawia też, że można często wpadać na plażę, żeby odpocząć. Trasa nie wymaga też jakiegoś bardzo terenowego, ani mocnego roweru. Dlatego jeśli szukacie pomysłu gdzie pojechać na swoje pierwsze dłuższe rowerowe wakacje to Szwecja, czy Alandy będą świetnym wyborem. Finlandia i kraje nadbałtyckie są również piękne, ale długie odcinki i monotonny krajobraz mogą trochę zniechęcić jeśli chcielibyście przyjechać tylko w jedno miejsce. Fajną atrakcją na naszej trasie były też zdecydowanie promy. Zapewniają pokój z łazienką za sensowne pieniądze, dobre jedzenie, super widoki i strefę wolnocłową 😉 Jeżeli zastanawiacie się czy wybrać prom to zdecydowanie polecam. Promy pływają też z Polski do Karlskrony w Szwecji, czy na wyspę Bornholm. Moją ostatnią obserwacją jest też to, że odwiedzanie znajomych, czy rodziny (nawet tej dalszej) na trasie to bardzo fajne urozmaicenie. Zazwyczaj zostaniecie nie tylko dobrze odkarmieni, ale zobaczycie też super miejsca znane tylko lokalsom 😊
Morze Bałtyckie to morze położone w Europie Północnej, które oblewa wybrzeża następujących krajów: Polski, Rosji, Litwy, Łotwy, Estonii, Finlandii, Szwecji, Danii oraz Niemiec. Nasi rodacy kojarzą je głównie jako miejsce spędzania wakacji, szczególnie parę lat temu, kiedy wyjazdy zagraniczne nie były jeszcze tak popularne, jak są obecnie. Kurorty nadbałtyckie charakteryzują się specyficznym urokiem, a w sezonie na każdym wolnym skrawku rozstawione są kolorowe stragany z pamiątkami, asortymentem na plaże, lodami czy goframi. Mało kto wie, że na mapie Morza Bałtyckiego znaleźć można całkiem sporej wielkości urokliwe wyspy. W większości są one zamieszkałe i chętnie odwiedzane przez turystów ze względu na swoje niesamowite walory przyrodnicze. Jaka jest największa wyspa na Morzu Bałtyckim? Jeżeli chodzi o największe wyspy na Morzu Bałtyckim – ranking otwiera Gotlandia, której powierzchnia wynosi aż 3140 km². Należy ona do Szwecji, zamieszkuje ją 57 tysięcy osób, a główne jej miasto nazywa się Visby. Niewielka gęstość zaludnienia powoduje, że jest ona pełna dziewiczych krajobrazów i stanowi ostoję dla wielu gatunków fauny i flory. Wyspa ma też bardzo ciekawą historię: w średniowieczu była ośrodkiem handlu na Bałtyku, a Visby należało nawet do Hanzy. Pod koniec XIV wieku stała się natomiast centrum lokalnego piractwa ukróconego dopiero interwencją krzyżacką. Zakonnicy sprzedali wyspę Szwecji, która chociaż czasowo utraciła ją na rzecz Danii, utrzymała ją po dziś dzień. Na wyspie rozwijała się lokalna kultura, której wyrazem jest ukształtowanie się na niej osobnego języka gotlandzkiego, który zawiera w sobie mieszankę wpływów duńskich, szwedzkich oraz niemieckich. Inne spośród największych wysp Morza Bałtyckiego Drugą największą wyspą na Bałtyku jest Sarema, która należy do Estonii. Jej powierzchnia wynosi 2673 km², a liczba mieszkańców sięga ponad 39 tysięcy. Znana jest ze skomplikowanej historii, podczas której wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk. Trzecią co do wielkości wyspą jest natomiast szwedzka Olandia (1342 km², 23 tysiące mieszkańców), która położona jest bardzo blisko stałego lądu – dzieli go od niego wąska Cieśnina Kalmarska. W dalszej kolejności znajdują się: duńska Lolland (1242 km²), estońska Hiuma (989 km²) oraz niemiecka Rugia (926 km²). Ta ostatnia jest jednocześnie drugą najliczniej zamieszkaną bałtycką wyspą: żyje na niej 73 tysiące osób, a znana jest archeologom jako święte miejsce plemion pogańskich. Polskie akcenty wśród największych wysp Bałtyku Największa pod względem ludności wyspa na Morzu Bałtyckim to Uznam, który zamieszkuje 76 tysięcy osób na powierzchni 445 km². Należy ona administracyjnie do Polski oraz Niemiec: dosłownie na niej znajduje się jedno z przejść granicznych. Na wschodniej stronie wyspy znajduje się zachodnia część miasta Świnoujścia, które jest jednym z popularnych kurortów nadbałtyckich. Inną dużą wyspą jest liczący 265 km² Wolin, największa wyspa w całości położona na terytorium Polski. Rozciąga się na niej Woliński Park Narodowy, gdzie chroni się przede wszystkim cenne nadmorskie klify.